niedziela, 5 sierpnia 2012

te puzzle nie chcą ułożyć się w całość

za każdym razem gdy spoglądam na leniwie płynącą przemszę dopada mnie tęsknota za innymi częściami kraju. w tym momencie chciałbym znaleźć się nad krutynią, nad hańczą, nad łyną. nad każdą z dzikich, niedostępnych, nieucywilizowanych rzeczek, daleko, na południowym wschodzie kraju. byle daleko od tej ułomnej, koślawej rzeki, która z całych sił stara się mieć urok, stara się zachować odrobinę wdzięku.
przemsza zawsze kojarzyła mi się z kamienną rynną, którą przez centrum miasta przetaczały się masy brązowego szlamu. dziś woda stała się jakby czystsza, ale nic poza tym się nie zmieniło - będzińskie "bulwary" mimo starań kolejnych zarządców miasta nie napawają optymizmem.
kilka kilometrów wyżej, gdzieś za mostem znikającej w oczach linii kolejowej z brzozowicy do kuźnicy warężyńskiej, przemsza zaczyna się zmieniać. maleją domy, w końcu zniknąć, oddalić się od brzegu rzeki. miasto ustępuje lasom i polom. sztuczna, miejska rzeka przekształca się nagle w coś prawie normalnego. drzewa zanurzają w wodzie swoje konary, po drugiej stronie wałów rozlewiska zarastają szuwarami i inną bagienną roślinnością. jeszcze kilometr wcześniej kajak na przemszy wydawałby się całkowitym absurdem, tutaj jest już do przyjęcia.
ale nic z tego. jeszcze przez kolejne dziesięć albo i więcej kilometrów przemsza wciąż biegnie w kamiennym ocembrowaniu. dyskretniejszym niż w mieście, ale wciąż jednak istniejącym. na nic starania, na nic ataki przyrody - człowiek zagarnął rzekę dla siebie. co jakiś czas jej bieg przerywają jazy, znaczące miejsca poboru wody. takie jak ten, z którego żarłocznie czerpie elektrociepłownia łagisza.




2 komentarze: